Miłosz Węglarz: Bliżej “prawdziwej” piłki
Drużyna Stadionu Śląskiego z rocznika 2014 doskonale poradziła sobie w swojej pierwszej rundzie w kategorii młodzików. Podopieczni trenera Miłosza Węglarza imponowali umiejętnościami i charakterem, przekładając je na czołowe lokaty w I i III lidze wojewódzkiej. – Przez to, że mamy sporo zawodników, którzy chcą ten potencjał wykorzystywać i stawać się coraz lepsi, cała grupa pracuje mocniej – zdradza trener 12-latków “Zielonych”, Miłosz Węglarz.
Za Wami pierwsza runda w kategorii młodzików. Zaczęliście jako I-ligowcy i szybko okazało się, że “Zieloni” z rocznika 2014 to faktycznie ścisła czołówka w województwie. Tak oceniałeś przed startem potencjał swojej drużyny?
Nie zastanawiałem się nad tym tak bardzo. Graliśmy we wcześniejszych latach z tymi drużynami, które stały się ligowymi rywalami, ale nie zakładaliśmy sobie celów w rywalizacji o punkty. Było dla nas sporą niewiadomą jak poradzimy sobie z przejściem do nowej kategorii wiekowej i to stanowiło główne wyzwanie.
Co zmienia u 11-latków przejście z kategorii orlików do młodzików?
Najważniejsza rzecz to rozmiary boiska. Z “szerokości” boiska przeszliśmy bliżej tej “prawdziwej” piłki. Pole gry jest co prawda jeszcze skrócone, ale jej kierunek jest taki, jak w piłce 11-osobowej. Przeszliśmy z gry 7 do 9-osobowej. Więcej ludzi na boisku – zarówno przeciwników jak i kolegów – to więcej złożoności, mocniejsze akcenty w działaniu grupowym. Nowością była też np. zasada pozycji spalonej. Jestem pozytywnie zaskoczony tym, jak z tymi wszystkimi zmianami poradzili sobie moi gracze.
Opowiedz jak to się stało, że zaczęliście rywalizację od I i III ligi?
System dzielił ligi orlików na podokręgi. Trwało to wszystko dwa lata, było dość skomplikowane, trzeba było rywalizować w lidze, rozgrywać dwustopniowe baraże. Zawiła ścieżka stanowiła sporą presję na dzieciach, którą te w obliczu takiego systemu nakładają na siebie same. Moim zdaniem to nie było do końca dobre, ale najważniejsze, że chłopcy sobie poradzili i ostatecznie są w miejscu, w którym są.
I ligę D2 na Śląsku wygrał jesienią Raków Częstochowa, mając wyraźną przewagę nad Wami. W bezpośrednich meczach też było widać różnicę?
Oba mecze z Rakowem kończyły się remisami i mocno otworzyły mi oczy w kontekście tego, na co nas stać. Uświadomiły czego brakuje, by stać się lepszym zespołem, ale jednocześnie uwydatniły nasze atuty. Jest parę aspektów, które funkcjonują u nas na bardzo wysokim poziomie – cechy wolicjonalne, determinacja, chęć zwyciężania. Mamy mocną mentalnie grupę, zawodnicy świetnie pracują w każdym pojedynku o piłkę i mają świadomość, jak mocno ich działanie przekłada się na drużynę.
W tabeli długo szliście z częstochowianami “łeb w łeb”. Wiemy, że nikt nie wyznacza w klubie tego typu celów, ale teoretycznie graliście o tytuł Mistrzów Śląska. Jak radzą sobie z taką sytuacją 11-latkowie?
W trakcie sezonu w ogóle nie poruszaliśmy z nimi tego tematu. Szliśmy po prostu “od meczu do meczu”. Jasne, że jak zaglądaliśmy w tabelę, byliśmy zbudowani, ale jako trenerzy zupełnie nie rozmawialiśmy z chłopcami punktach. Z drugiej strony presja w piłce po prostu jest, jeśli chłopcy chcą coś w przyszłości osiągnąć, muszą uczyć się z nią radzić. Wszystko jednak na zdrowych zasadach i tak, by te ambicje nie działały negatywnie. Chłopcy raczej wzajemnie się nakręcali a ja zawsze podkreślam, że bez względu na to, czy gra się w lidze czy w sparingu, z mocnym czy ze słabszym rywalem, trzeba zawsze dawać z siebie wszystko. Na koniec w ich piłkarskiej edukacji decydują indywidualne umiejętności poszczególnych wychowanków, a nie wynik w tabeli.
Rocznik 2014 to dwie ligi wojewódzkie. Również w III Twoja drużyna poradziła sobie znakomicie. Jaka jest recepta na zbudowanie tak wyrównanej kadry?
Jestem z tą drużyną od początku i uważam, że nie mamy dziś zawodników bardzo wyraźnie wybijających się ponad grupę, za to jest spora liczba graczy o wielkim potencjale. Przez to, że mamy sporo zawodników, którzy chcą ten potencjał wykorzystywać i stawać się coraz lepsi, cała grupa pracuje mocniej. Widzę tę wewnętrzną rywalizację, dozujemy ją tak, by miała zdrowy charakter, ale postęp wykonujemy odpowiednim podejściem do każdych zajęć przez każdego zawodnika. Ukształtowała się bardzo specyficzna grupa, może niekoniecznie “świadoma” już na tym etapie, ale naturalnie budująca swoją mentalność sportowców. Wykazują się ogromnym zaangażowaniem i trzeba tym w odpowiednich ramach zarządzać.
Jaki macie plan na okres przygotowawczy i cele na kolejną rundę?
Z tygodnia na tydzień chcemy czuć, że coś wypracowaliśmy i dobrze ten okres wykorzystujemy. Mamy przed sobą ciekawe, wartościowe sparingi i obóz w Tuszowie. Nie powiem niczego odkrywczego określając, na czym polega nasze zadanie. Chcemy po prostu, by każdy zawodnik jak najlepiej wykorzystał ten czas, czynił indywidualne postępy co przełoży się na coraz lepsze funkcjonowanie całej drużyny. Jako zespół próbujemy zaś wyjść ze swojej strefy komfortu, zmieniamy więc “system gry” i pracujemy nad zachowaniami na poszczególnych pozycjach tak, by znów nauczyć się czegoś nowego.














